Vogel, Marcin

07 Lutego 2016

Pracownik akademii policyjnej w Chicago, działacz społeczny i „charytatywniak” (m.in. założyciel organizacji „Patria”, pomagającej chorym dzieciom z Polski i USA oraz działacz organizacji Chrońmy Zabytki - Zabytki Dzieciom, wspierającej chore dzieciaki z Polski). Jeden z nielicznych copów w Chicago, którzy mówią ludzkim głosem nie tylko w Wigilię. I to inteligentnie. Oraz którzy najpierw pytają, a strzelają dopiero nieco później. Połączenie Krzysztofa Rutkowskiego - najbardziej znanego, polskiego szeryfa i detektywa, z Chuckiem Norrisem. Zna znaki graficzne i symbole wszystkich gangów w mieście. Udziela się w programach radiowych. Pisze w prasie. Pojawia się w TV. Złośliwi mówią, że strach otworzyć puszkę „Żywca” albo szynki „Krakus”, żeby nie wyskoczył z niej nasz polski policjant, ale to niesprawiediwa przesada. W poradach typu „Sprawa dla policjanta” czy „Godzina policyjna” przedstawia zawiłe ścieżki amerykańskiego bezprawia i sprawiedliwości, na zakrętach których wywalają się masowo rodacy, padając pod ciężarem paragrafów na twarz. Jak samo nazwisko wskazuje - Polak z dziada pradziada. Patriota. Zawsze twierdził, że Chicago powinno być rządzone przez naszych rodaków. I - rzecz jasna - siebie widziałby w roli co najmniej króla. Ale w drodze do tego tytułu chyba zacznie od walki o gwiazdę szeryfa w powiecie Cook, do którego należy Chicago. I nawet zawzięci przeciwnicy (a i Marcinowi ich nie brakuje) twierdzą, iż nie jest bez szans. Zwłaszcza, że ma mocną głowę i wątrobę. A więc trudy kampanii  i pozyskiwanie głosów rodaków na pewno dzielnie, po staropolsku zniesie. Inteligentna bestia. I niezwykle medialna. Postać niezwykle popularna. Nie ma polonijnego przedsięwzięcia bez Marcina. Podobno wkrótce ma nawet zagrać główną rolę w jednym z odcinków telewizyjnego serialu „Polsatu” pt. „Ameryka marzeń”. Doskonały wybór! Równie dobrze zaprezentuje się w scenie łóżkowej z panią Krysią z warzywniaka przy Milwaukee Avenue, jak i w scenie z balu w Białym Domu, z okazji premiery kolejnego filmu o Jamesie Bondzie. A skoro już o Bondzie mowa... Marcin najlepszy byłby jednak w dynamiczno-dramatycznych scenach akcji. Z pewnością potrafiłby z półobrotu i ćwierćprzysiadu zaprawić gangstera nogą w szczenę (z precyzją co do siekacza), nie przerywając przy tym wykładu o zagrożeniach społeczności polonijnej przestępczością zorganizowaną. Producentom „Ameryki marzeń” nie chcemy nachalnie podpowiadać, ale już wyraźnie widzimy taką na przykład scenę, z Marcinem 007 w roli głównej. Tarnowska Polka Basia, biedna ale szlachetna, w chwili słabości daje się omotać ruskiej mafii, wabiącej niewinne ofiary perspektywą dobrze płatnej i - hm... - w pełni uczciwej pracy w chicagowskim klubie nocnym. I zostaje porwana dla celów jak najbardziej nierządnych przez bezwzględnego Griszę Dołgodupcowa, ksywa „Rubacha” (twardziel Grisza podobnie, jak Władymir Putin, koszulę zakłada na nagie ciało dopiero na święta Bożego Narodzenia). „Rubacha” to chroniący się w USA przed zemstą konkurencji boss mafii Sołncewskiej w guberni moskiewskiej. I w ten skrajnie niebezpieczny układ, jak rakieta „Patriot”, wpada właśnie Marcin. Korzystając ze swego doskonałego, śledczego nosa, wpada na trop swołoczy. I po wielu pomniejszych perypetiach (15 zabitych i 25 rannych po stronie ruskiej przy zerowych stratach własnych, plus rozbite 2 helikoptery, 5 motorówek oraz 1 jacht) wpada do magazynu z kałachami (południe Chicago). I tam, po ręcznym zlikwidowaniu 15 osobistych ochroniarzy Girszy, daje mu propozycję nie do odrzucenia - lutownica albo wiertarka. Mając przed sobą realną perspektywę zaliczenia rozgrzanej lutownicy w zakończenie swego układu wydalniczego albo wiertła w kolano (tradycyjne metody mafii post-sowieckiej), „Rubacha” zdradza miejsce przetrzymywania Polki. Marcin, który ze względów filmowych powinien chyba zmienić imię na Martin i jeździć tylko najdroższym Astonem Martinem, wyzwala Basię. I nawet nie czeka na jej wylewne oraz nagie podziękowania, tylko znika w zachodzące słońce. No bo w końcu do uratowania ma jeszcze pół Ameryki, trzy czwarte Europy, kawał Afryki oraz co najmniej całą Rosję. O Jackowie czy Greenpoincie nawet nie wspominając... Martin Vogel na pewno daleko zajdzie. Czy też raczej zajedzie. Astonem Martinem znaczy się. O ile nie przeszkodzą mu coraz liczniejsze fanki. Trzeba jednak przyznać, że w tych sprawach nasz 007 zachowuje daleko posuniętą powściągliwość. Wiadomo przecież, że prawdziwy kowboj nie może się za bardzo rozpraszać, o ile zamierza dokonać wielkich rzeczy. A on zamierza. Jeszcze o nim nieraz usłyszymy. I z pewnością nie tylko w kronikach kryminalnych czy towarzyskich Chicago...

(FOT. CHICAGO REWIA)

Dodaj komentarz

 

Romek W. 14.10.2017 22:41:26
Simply The Best ! Mogę Go słuchać godzinami bez znudzenia !
Leszek 18.02.2016 22:16:47
W kronikach kryminalnych niechcialbym bym uslyszec ...WANTED DEAD OR ALIWE ...Pewno prrzez panie WANTED !!!...OK fajny facet ktory mowi prostym jezykiem ..Stawiam duza flache Goos

Powrót