Bielobradek, Joanna

06 Stycznia 2016

Poetka, pisarka, dramaturg, felietonistka. Osobowość literacka i radiowa. Jak twierdzą znawcy, jedyna prawdziwa literatka (nie mylić z popularnym za komuny naczyniem do spożycia, niezwykle popularnym wśród artystów) w Chicago. Pomaga jej w tym solidne wychowanie i wykształcenie. Dobrze zna angielski i włoski. A nawet polski, co nieczęsto się zdarza wśród naszych, polonijnych mistrzów pióra, kamery i mikrofonu. Publikowała w Polsce, we Włoszech, USA. Międzynarodową podróż rozpoczęła bodaj w 1963, właśnie we Włoszech. I od tego czasu jest polską przedstawicielką wspaniałej kultury romańskiej. A czerpie z niej znacznie więcej niż chianti czy frutti di mare. W każdym gatunku literackim czuje się komfortowo. Równie sprawnie może napisać (pod pseudnonimem) sensacyjną powieść o zamachu na papieża, jak i (pod własnym nazwiskiem) tomik poetycki. By w tzw. międzyczasie prezentować felietony radiowe, cieszące się ogromną popularnością. Nic dziwnego - pani Joanna ma wrodzone poczucie taktu, kultury i tradycyjnego, dobrego smaku. I nawet najstarsi Polonusi nie pamiętają, by ktoś ją kiedykolwiek o coś oskarżał czy obwiniał. Co, jeżeli chodzi o środowiska polonijne, ostatnim razem zdarzyło się chyba tylko Ignacemu Janowi Paderewskiemu. Największą jej wadą jest chyba tylko to, że tak naprawdę, to nie ma żadnych wad. No, chyba że za taką uznać wyjątkową staranność literacką. Podobno pani Joanna, nad jednym wierszem pracuje znacznie dłużej, niż polonijny kontraktor nad budową domu dla Michaela Jordana w Lake Forest. A literackiego „nobla” nie dostała jeszcze tylko dlatego, że żaden ze Szwedów nie jest  stanie poprawnie wymówić jej polskiego nazwiska. Niektórzy nawet sugerowali zmianę, choćby na Joan Whitebread, ale - znając patriotycznie nastawioną właścicielkę nazwiska - żadnych większych szans na to nie ma. Ma za to J.B. słabość do polskiego papieża. Na jego temat może pisać, i to doskonale, całe tomy. Książek, wierszy, rozpraw. Poezją i prozą. Pismem prostym i kursywą. Tytułuje zresztą polskiego papieża mianem... Jana Pawła Wielkiego. A jej książka o zamachu na Karola Wojtyłę  - wstrząsająca powieść z wątkami realistycznymi - stała się już lata temu bestsellerem. Co ciekawe, mimo wielu mocnych naleciałości z innych, cywilizowanych krajów (Włochy czy USA), Joanna Bielobradek pozostaje na wskroś polskim twórcą. I niejeden początkujący poeta lub poetka nie tylko z Chicago ma sporo do zawdzięczenia swej mistrzyni, która doskonale panuje nad słowem i emocjami literackimi. Należy do pokolenia twórców, którzy natchnienia nie czerpią z konta bankowego, czeku lub innych, podobnych i tak dziś popularnych inspiracji artystycznych. Przedstawicielka starej, dobrej, polskiej inteligencji, która nawet na obczyźnie, w niełatwych warunkach, potrafi się odnaleźć i kontunuować pracę bez rozmieniania się na drobne centy. Ma respekt i tzw. „pull”. Na jednym z wieczorów poetyckich „u Jezuitów” w Chicago, pewien nowy kibic, siedzący obok mnie rzucił: „Panie, ta pani Joasia to ma łeb, żeby tak wszystko poukładać. Ale nie wiesz pan, czy ona te swoje wiersze sama pisze, czy też jej ta znana Polka pomaga. No, ta Wiesława Konopnicka, wiesz pan, ta od Nobla”. W miarę skromnej wiedzy wytłumaczyłem, że ani noblistka Wisława Szymborska (a nie jakaś Wiesława), ani prozaik Maria Konopnicka raczej nie wyręczają naszej polonijnej autorki. Głównie z tego powodu, że obie wspomniane gigantki polskiej literatury i poezji już od dawna nie pisują, w przeciwieństwie do pani Joannay. Ale chyba gościa do końca nie przekonałem.  Zresztą wielu w ogóle nie wierzy, że w naszym, polonijnym środowisku mogą funkcjonować takie talenty. Z kolei inny fan chciał się koniecznie ode mnie dowiedzieć, „czy Joanna Bielobradek jest samotna”, czy też szuka męskiego ramienia, na którym mogłaby wesprzeć swą damską poezję. Odpowiedziałem, że aż tak blisko to pani Joanny nie znam, ale wszystko wskazuje na, że w każdej dziedzinie życia radzi sobie doskonale. I przypadkowego wsparcia męskiego bynajmniej nie potrzebuje. Większość licznych fanów zainteresowana jest jednak wyłącznie artystycznym aspektem życia pani Joanny. I doceniają jej twórczość. Problem jedynie w tym, że niezwykle rzadko udziela się publicznie. A szkoda, bo zainteresowanych i materiału twórczego nigdy nie brakuje... Pani Joanna jest jednym z filarów „Wietrznego Radia”, gdzie stałe felietony rozpoczęła jeszcze w zeszłym wieku. Czyli chyba gdzieś tak w 1993 roku. I stanowi doskonałą przeciwwagę dla innych, bardziej rozrywkowych segmentów tego programu radiowego. Ktoś w końcu musi pozostawać w „Polskim FM” normalnym radiowcem... Rozmowy z panią Joanną są zawsze bardzo ciekawe. Nigdy nie udaje nawiedzonej pisarki stulecia. Z drugiej strony jednak doskonale zna swoją wartość. I nie zgadza się na traktowanie jej, jak „małej pisareczki”. To sprawia, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. I nic nie wskazuje na to, że to wkrótce może się zmienić... Bogu, czy też raczej Janowi Pawłowi Wielkiemu dzięki!

Dodaj komentarz

Powrót