Jarmakowski, Andrzej

27 Grudnia 2015

Ksywa „Jarmuła”. Działacz solidarnościowy. Lojalny, prorządowy funkcjonariusz mediów polonijnych Platformy Obywatelskiej. Człowiek ze styropianu. Do dziś ma jeszcze jego okruchy we włosach. Czego nie widać, bo i włos posiwiał... Tak naprawdę, to właśnie „Jarmuła”, tymi swoimi „rencamy” zakładał Niezależne Samorządne Związki Zawodowe „Solidarność”, a nie - jak twierdzą niekompetentni historycy - niejaki Lech Wałęsa. Który - zdaniem Jarmakowskiego - jedyne, co mógł zakładać, to dostarczane przez „Jarmułę” na styropian przewodniczącego panienki (wspomnienia „Byłem sutenerem Wałęsy”). Lub - w porywach - instalację elektryczną w biurze zjazdu założycielskiego „Solidarności”. Jarmakowski, internowany razem z „Bolkiem” i Lechem Kaczyńskim, wyszedł z internatu z własnej inicjatywy. Bo - jak sam wspomina - nie smakowało mu jedzenie, kiepski był widok z okna internatu, korty tenisowe były w kiepskim stanie, no i nasz bohater chciał po prostu pozwiedzać Stany. Z czym Moskwa, świadoma przyszłej pozycji „Jarmuły” na arenie międzynarodowej, rzecz jasna, nie miała najmniejszego problemu. W USA, ATJ, w przerwach w zwiedzaniu, zajął się energiczną działalnością w mediach polonijnych. Współwydawał m.in. „Pomost„ - pismo patriotyczno-rozrywkowe. A w wolnych chwilach kłócił się coraz intensywniej z Andrzejem Czumą, legendarnym opozycjonistą, który później zostanie ministrem sprawiedliwości w RP. I Czuma wprost oskarżył Jarmakowskiego o kolaborację. No to „Jarmuła” zaskarżył byłego towarzysza walki zbrojnej do sądu. O czym na bieżąco i z pasją prawdziwego czekisty informował w internecie. Ostatnio jednak, zniknęła stamtąd cała strona, poświęcona temu konfliktowi. Jak twierdzą dobrze poinformowani, tylko dlatego, że Czuma w sądzie ostatecznie pokonał Jarmakowskiego. Ten jednak sprawy nie komentuje. Co budzi niezdrowe domysły. My też się zastanawiamy w trybie WTF? Andrzej rozsławia imię Polski w Stanach sprawiając, że o Polakach jest głośno. Jako bodaj jedyny pełnosprawny psychicznie rodak w wieku jeszcze produkcyjnym nie ma bowiem prawa jazdy. O czym krążą legendy. Jedna z nich - ta miejska - niesie, że jeszcze dekady temu, podczas egzaminu praktycznego na driver’s licence, „Jarmuła” podobno tak dawał po chodnikach, drzewach i pieszych staruszkach w ciąży, że śmiertelnie wystraszył egzaminatora. I ten, po wyczołganiu się z auta, ucałował świętą ziemię Waszyngtona dziękując, że żyje. A potem, na grób wszystkich prezydentów oraz na Konstytucję USA poprzysiągł, że już nigdy żaden Polak nie dostanie w Stanach uprawnień nawet do maszynki do golenia. Nie mówiąc już o prowadzeniu czegokolwiek, z jednocylindrową kosiarką do trawy włącznie. Co się do końca nie sprawdziło, ale ma też i dobre strony - tym sposobem, rodacy powodują mniej wypadków na drogach. Za swe niekwestionowane zasługi niepodległościowe „Jarmuła” dostał od Lecha Kaczyńskiego „Krzyż Kawalerski”, czy jakoś tak... Ale, że był obrażony na PiS i byłych towarzyszy rewolucji styropianowej, odznaczenie przyjął z oporami i obrzydzeniem dopiero po latach. I nadal udaje, że nie wie, od kogo. Zaciekły przeciwnik” „Prawa i Sprawiedliwości”. Nawet ciepłe wspomnienia podziemne, ze wspólnym odbieraniem pałowania włącznie, nie są w stanie zniwelować niechęci „Jarmuły”, odczuwanej np. do Antoniego Macierewicza. Jarmakowski jest też zaciekłym wrogiem red. Łucji Śliwy z radia „Otwarty Mikrofon” WPNA 1490 AM. I to na tyle agresywnym, że wygląda to tak, jakby popularna „pani Lusia” odrzuciła kiedyś jego zaloty. „Jarmuła” jednak, nad gierki damsko-męskie przedkłada obecnie służbę narodowi polskiemu. Czy też raczej jego wąskiej, anty-PiS-owskiej frakcji. Swego czasu radykalnie chciał wyzwalać ojczyznę spod okupacji komunistycznej. I był blisko ekstremistycznego pana R., który w Wisconsin utworzył obóz komandosów polonijnych, którzy w stosownej chwili mieli dokonać bojowego desantu na Polskę. Podobno Jarmakowski miał być nawet jednym z dowódców cichociemnych. Wyprawa jednak nie doszła do skutku - rzekomo farmer, na terenie którego ćwiczyli komandosi, pogonił całe towarzystwo, bo potrzebował większego areału hodowlanego dla swych krów. Tym sposobem, jeszcze przez wiele lat, Rzeczpospolita musiała jęczeć w okowach komuny. A Jarmakowski nie mógł się sprawdzć jako rodzimy Che Guevara. ATJ to chyba jedyny aktywista polonijny, który działalność narodowowyzwoleńczą tak umiejętnie łączył z zainteresowaniami erotycznymi. Niegdyś, jeszcze w śp. tygodniku „Revia” oraz „Tak” recenzował filmy tylko dla doroslych. I to ze sporym, teoretycznym znawstwem tematu. Dobierając raczej łagodną erotykę spod znaku swojskiego kabanosa i pieroga. Potem jednak wszelkie hamulce puściły. I przerzucił się na prawdziwe, ostre porno - zajął się całkowicie pisaniną o polityce. A robi to z zadziorem. Słynie np. z tego, że w internecie prowadzi zażarte, wielopoziomowe, bezkompromisowe i nigdy nie kończące się dyskusje sam ze sobą, pod co najmniej dziesięcioma nazwiskami, ksywami i pseudonimami. I - co charakterystyczne - z reguły, pod koniec tych wyczerpujących sporów, całkowicie zgadza się z własnymi, początkowymi opiniami i przemyśleniami. Co jest najlepszym przykładem na twierdzenie, że nawet na emigracji, rodak może jednak dogadać się z drugim rodakiem...

Dodaj komentarz

 

Jarun 11.04.2016 5:38:11
Jeden chyba z najbardziej zaciekłych, złośliwych wrogów PiS-u.
Powrót