Kenar, Jerzy

29 Listopada 2015

Góral spod samiuśkich Tater. A nawet z Zakopanego. Rzeźbiarz „drzewniany”. Z drewna potrafi wyczarować wszystko. No, prawie wszystko... Jest tak dobry, że podobno kiedyś zwrócili się do niego nawet fałszerze z mafii włoskiej, prosząc o wygrawerowanie... matryc do tłuczenia studolarówek. Odmówił. Oprócz talentu, nie brakuje mu bowiem także zdrowego rozsądku. I - podobno - pieniędzy. Choć z pewnością nieco przesadzone są informacje, że po Stanach krążą jego 50-dolarowe banknoty, wyrzeźbione na cienkich paskach lipowej sklejki. Pracowity do utraty tchu. W środowiskach kościelnych USA popularniejszy nawet od papieża. Jest bowiem znanym restauratorem. Nie, nie chodzi tu bynajmniej o prowadzenie restauracji polonijnej, ale o odnawianie wystroju obiektów sakralnych. Niektórzysię wprawdzie dziwią się, że odnawiane lub nowe postacie świętych i bogobojnych są po „wejściu Kenara” niezwykle do niego podobne, no ale taki artysta ma prawo do uwieczniania nie tylko swego imienia, ale i wizerunku w kościołach i kaplicach. Dodajmy jednak obiektywnie, że na ołtarze, Kenar jeszcze nie zawitał. Choć - zdaniem licznych fanów - to pewnie tylko kwestia najbliższego czasu. W podobny zreszta, artystycznie promocyjny sposób Jurek traktuje kobiety swego życia. Niejedna „madonna” nosi twarz partnerki życiowej Kenara. Nic więc dziwnego, że nie brakuje pań, chcących się z artystą zakolegować jak najbliżej. Każda w końcu marzy, by oprócz szczęścia na tym łez padole, znależć się w nieśmiertelnej sztuce, przechodząc o ile już nie do wieczności, to na pewno do historii... „Wooden Gallery” Kenara, a więc pracownia, klub, salon wystawienniczy i dom w jednym to już legenda spotkań i imprez artystyczno-towarzyskich. Ach, gdyby te mury przy Wolcott Ave. w Chicago mogły przemówić... Na szczęście, nad całym tym przybytkiem twórczego fermentu, z domieszką niewinnego grzechu królowała jak najprawdziwsza... ambona, co nieco temperowało zapędy gości i imprezowiczów. Zwłaszcza, gdy sam gospodarz smagał z niej zbyt rozbawionych bywalców. Kenar ma, niestety, poważną wadę. Trudno u niego złożyć jakiekolwiek zamówienie. Bywa „zabukowany” przez kościoły na całe lata do przodu. Trzeba wtedy działać przez znajomych i zmiękczać mistrza. Na szczęście, czasem się to udaje. Co ciekawe, mimo dekad spędzonych przy drewnie, Jurek wcale nie ma drewnianego charakteru. Niezwykle otwarty na ludzi. I - cecha coraz rzadsza we współczesnej cywilizacji - mowi to, co myśli. A że myśli nietuzinkowo i głęboko, aż miło człowieka posłuchać. Nie zawsze jednak łatwo go namówić do zabrania głosu. Najlepiej zacząć wtedy od podstępu i zagaić o sztuce. Jest szansa, że się wtedy otworzy. Ale ostrzegamy - w słowach bywa oszczędny, jak szkocki krakus na zakupach w Poznaniu. Kenar to fenomen medialny. Nie ma żadnej polonijnej redakcji, która otrzymałaby choć jeden donos, skargę lub protest na Jurka. Nikogo nie przewalił, nie obraził, publicznie nie sponiewierał. To zły znak, bo jak tak dalej pójdzie - żartują złośliwcy - Kenarowi, wyłamującemu się ze społeczności rodaków, pewnie odbiorą z tego powodu polski paszport. Zawsze pełen pomysłów. Mimo dojrzałego wieku, rwie się do życia. Co ciekawe, swą sztuka użytkową dzieli się chętnie z Polonusami. W niejednym domu, zwłaszcza góralskim, widać efekty jego pracy. Radzimy starannie je pielęgnować. Z czasem, dzieła te nabiorą dodatkowej wartości. W końcu każde pokolenie powinno mieć swego Matejkę i Dunikowskiego w jednym... Jurek ma jeszcze jedną - kto wie, czy nie najważniejszą - zasługę dla ludzkości. Przynajmniej tej amerykańskiej. Podobno to właśnie jego podobizna stanowiła pierwowzór dla modnego wyglądu samczego „na drwala”. Owłosiony górnie (broda) facet o zdecydowanych rysach i twardym spojrzeniu stał się ikoną męskości. I choć Kenar na co dzień rzadko chodzi z piłą tarczową czy siekierą w dłoni, to idealnie pasuje do tego wizerunku. Co nie znaczy, że jest agresywny czy niebezpieczny. Słowem - bardziej Rumcajs, niż Marks. I takiego go kochamy!

Dodaj komentarz

Powrót