Solak, Bogna

18 Listopada 2015

Właścicielka Oak Mill Bakery. W Stanach zaczynała skromnie, pracując dla innych. Potem jednak doszła do wniosku, że Ameryka zasługuje na coś znacznie więcej, niż „kejki” i inne „donatsy”, z zawartością 150 proc. cukru, lukru i pozostałych słodzików. Jej wypieki to wyższa, europejska szkoła jazdy. Jak nawet najprostszy klient-kontraktor zauważy - to prawdziwa symfonia owoców,  puchowych biszkoptów, delikatnych kremów i finezyjnych dodatków. A skoro już o finezji mowa, to warto dodać, że Bogna potrafi w firmie rzucić nie tylko cukrem pudrem. Mięsem też. I nie jest to bynajmniej delikatna cielęcina. Co dyscyplinuje pracowników. Dobrze rozumieją, iż szefowa to nie malowana lala z marcepana. Konkurencja usiłuje podejrzeć sekrety „Oak Mill Bakery”. Ale zrezygnowała - nie starczyło jej na bilety lotnicze, by śledzić Bognę, gdy po raz kolejny odwiedza Francję, Niemcy, Włochy czy inną Szwajcarię, biorąc udział w wystawach, festiwalach i pokazach najlepszych cukierników świata. Z takich wypraw zawsze przywozi nowinkę, która potem nieodmiennie podbija podniebienia klientów oraz otwiera ich serca. O portfelach już nawet nie mówiąc. Nie jest natomiast prawdą, że porywa najlepszych, międzynarodowych cukierników i przemyca ich do Stanów w workach z mąką tortową. Bogna jest w biznesie twarda, jak wypieki konkurencji. Ale dla potrzebujących, głównie dzieciaków, ma gołębie serce. Często bierze udział w akcjach charytatywnych. I sporo do nich dokłada. Czym się jednak nie chwali, w przeciwieństwie do dobrodziejów na pokaz. Bogna zasłynęła z udzielania się w działalności polsko-amerykańskiej. Ale nie wszyscy wiedzą, że niedługo pewnie dostanie także honorowe obywatelstwo Meksyku za wieloletnie zasługi dla naszych braci-Latynosów. Jest bodaj pierwszą Polką, która w swej nowoczesnej wytwórni nauczyła ich, jak piec pączki, robić kremówki i wypiekać babki. Słowem - łączy narody ponad podziałami. I skutecznie realizuje wielokulturową politykę ojców-założyciel Ameryki. Chyba tylko w jej fabryce cukierniczej można usłyszeć swojskie teksty multi-kulti w wykonaniu przysłowiowego pana Janka z Moniek, który do Jose Hernandeza z Nogales barwnie i najczystszą polszczyzną rzuca: "No przecież ci już, kur..., mówiłem, ty matole, że za dużo walisz lukru na te pączki!" I od tegoż Jose, doczekać się równie barwnej oraz merytorycznej odpowiedzi, także w pięknym, choć nadal dla obcokrajowców nieco trudnym języku Mikołaja Reja: "A bo „bosska”, mówila, zeby - kulwa - na produktach nie oscędzać, ty ci...!"  Pomijając oczywiste pomyłki anatomiczne, warto podkreślić wzajemną cheć porozumienia pomiędzy przedstawicielami bratnich narodów. Ech, gdyby tak jeszcze w Organizacji Narodów Zjednoczonych umieli się w podobny sposób multinarodowo dogadywać... Wyroby z „Oak Mill Bakery” można zobaczyć na najwyższych półkach najbardziej renomowanych, amerykańskich biznesów. Np. w luksusowych hotelach, restauracjach, cukierniach. Nie mówiąc już o wystawnych weselach i innych przyjęciach. Co - rzecz jasna - kosztuje. Przesadzone są jednak informacje, że aby kupić tort u Bogny, trzeba brać second, third, a nawet fourth mortgage. Bogna może się pochwalić nie tylko świetnymi wypiekami, ale i... mężem. Też niezłe ciacho! Walter, nieoficjalnie uznawany jest za bodaj najprzystojniejszego biznesmena polonijnego po tej stronie Atlantyku. Rzecz jasna zaraz po prezesie Związku Narodowego Polskiego i Kongresu Polonii Amerykańskiej - Franku Spuli. Walter jest mocnym punktem biznesu. Ale ze względu na atrakcyjne walory zewnętrzne, bezpieczniej go trzymać raczej z dala od pierwszej linii bezpośredniego kontaktu z klientkami, które dla niego starają się bywać słodsze od makowca z rodzynkami. Partnerzy biznesowi, pracownicy i klienci wiedzą, że z Bogną nie da się pogrywać. Jest niezwykle uczciwa. Ma wprawdzie naszą, polską krew i słowiańskie korzenie, a mimo to nikomu nawet centa nie zalega. Sobie jednak też krzywdy nie da zrobić. Wodoszczelna na różnego rodzaju podchody i próby drenowania biznesu. Przekonali się o tym nawet renomowani politycy chicagowscy, którzy na skróty chcieli skłonić Bognę do jednostronnej współpracy, mającej polegać na finansowaniu kampanii wyborczych, w zamian za nieokreśloną przyjaźń polsko-amerykańską. W takich sytuacjach, Bognie przydaje się słownictwo cięższe od tygodniowego bochna chleba. „Oak Mill Bakery” to firma znana w wielu kręgach zarówno wpływowych Amerykanów, jak i wśród przedstawicieli zwykłych zawodów. Częstuje ich np. polskimi pączkami w Tłusty Czwartek. Byłoby jednak niesprawiedliwością sądzić, że to „Oak Mill Bakery” odpowiada za epidemię otyłości w Stanach. I związany z tym np. fakt, iż przeciętny policjant chicagowski nie mieści się już w radiowozie, a na „setkę” ma czas w granicach 45 minut. Tu, wina leży definitywnie po stronie Dunkin Donats. Która to sławna firma nie jest jednak żadną konkurencją dla „Oak Mill Bakery”. Wręcz odwrotnie... Słowem, Bognie wiedzie się we wszystkich aspektach życia. I nie wiadomo, jak ona to wszystko robi. A niejeden dałby majątek za taką wiedzę. Pewnie jest ona jednak pilnie strzeżona. Może nawet lepiej, niż receptury i przepisy na - przechowywane podobno gdzieś w podziemnym sejfie firmowym - wypieki z „Oak Mill Bakery”.

(FOT. CHICAGO TRIBUNE)

Dodaj komentarz

Powrót