Spula, Frank

15 Listopada 2015

Wieloletni prezes Związku Narodowego Polskiego i Kongresu Polonii Amerykańskiej. Popularny „Franek”, jak mówią do niego przyjaciele. A tych mu nie brakuje. Dlatego niedawno został wybrany po raz kolejny szefem PNA. I - w przeciwieństwie  do niektórych kandydatów w znacznie wcześniejszych wyborach - nie musiał ich przekupywać gorzałą oraz innymi związkowymi gadżetami. Mimo, że urodzony i wykształcony w USA, mówi po polsku. I to znacznie lepiej, niż polska elita polityczna po angielsku. Miłośnik starych samochodów. W chwilach wolnych od związkowego i kongresowego rządzenia i przeciągania liny, dłubie przy muzealnych eksponatach. A niektóre z nich - w co trudno uwierzyć! - są nawet starsze od najbardziej zasłużonych związkowców z PNA. Trzeba jednak przyznać, że ostatnio, organizacja znacznie się odmładza. Powstała np. Grupa Związkowa „Slovic Heritage”, mająca zamienić ośrodek PNA w Yorkville (Illinois) w połączenie Biskupina z Jamestown w Virgiii oraz Woodfield Mall pod Chicago. Wśród atrakcji etnicznych przewidziano też podobno wykupywanie polis ubezpieczeniowych na życie oraz dmuchanie. Szkła w hutach, co podobno było tradycyjnym zajęciem pierwszych polskich osadników na ziemi Waszyngtona. Frank Spula ma wyjątkowe zdrowie do Polonii, która nie uznaje autorytetów i często usiłuje rządzić naszą społecznością na własną rękę. Na zasadzie przewrotów, zasadzek i wyborów zza krzaka. Czasem atakowany, częściej jednak popierany, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w środowisku polonijnym. Choć chyba nadal mu daleko np. do przewodniczącego Antoniego Macierewicza. Wyjątkowo życzliwa i łagodna osobowość. Jako amerykański dziwak, jest nieugiętym rzecznikiem dialogu oraz zakazu używania broni palnej w rozwiązywaniu podstawowych, polonijnych kontrowersji. Nawet w kwestii zaangażowania w sprawy polskich wyborów parlamentarnych. Lokalny patriota. Mocno przesadzone są jednak opinie, że dla popierania polskości gotów jest utworzyć Niepodległą Republikę Jackowa czy też Wolne Księstwo Greenpoint. Ma niełatwe zadanie zawodowe - musi jakoś utrzymać równowage między stanowymi wydziałami swej organizacji, z których jeden ciągnie do Platformy Obywatelskiej, inny - do Prawa i Sprawiedliwości, a jeszcze kolejny - do KGB albo innej al-Kaidy. Preferuje rzetelną rywalizację biznesową. Dlatego pojawił się na otwarciu konkurencyjnej, a mającej bazę na Wschodnim Wybrzeżu, Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej w Chicago. I to bynajmniej nie po to, by poprzewracać stoliki z jedzeniem lub napluć gościom do drinka. Pod tym względem rzeczywiście dziwny jakiś... Przyjaciel mediów polonijnych. A zwłaszcza związkowej stacji radiowej WPNA na częstotliwości 1490 AM i „Dziennika Związkowego”. Sam wprawdzie tam się zbyt często nie udziela, ale zmodernizował media, obstawiając je swoimi ludźmi. Mającymi w dodatku zaledwie pod sześćdziesiątke, co na prezesa skierowało falę krytykę, że oddaje ważny dział PNA w ręce związkowych niemowlaków. Dba o związkową kasę. I podobno jakoś mu to idzie. Chyba przesadzone są jednak informacje, że zyski ze sprzedaży kolejnych zasobów PNA zakopuje w olbrzymim klombie przed główną siedzibą organizacji, przy 6100 N. Cicero Ave. w Chicago. Teren przekopano już nie raz. I poza teczkami lustracyjnymi Polonii, jeszcze z czasów poprzedniego prezesa, nie znaleziono żadnych skarbów.    

(FOT. KAMIL KRZACZYŃSKI)

Dodaj komentarz

Powrót