Moskwa nie przyznaje się do ingerencji w wybory w USA

19 Lutego 2018

Moskwa odrzuca oskarżenia Waszyngtonu o ingerowanie w procesy wyborcze Stanów Zjednoczonych. Deputowani obu izb rosyjskiego parlamentu przekonują, że padli ofiarą wewnątrzamerykańskich sporów. Natomiast Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji twierdzi, że zarzuty strony amerykańskiej są bezpodstawne i gołosłowne. Reakcję rosyjskich władz wywołała wypowiedź sekretarza stanu Rexa Tillersona, który zapowiedział rozszerzenie listy Rosjan objętych sankcjami. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow oświadczył, że Stany Zjednoczone wysuwają oskarżenia wobec Rosji nie dysponując żadnymi dowodami. W ocenie rosyjskiego ministra to, co Waszyngton nazywa faktami, Moskwa odbiera jako spekulacje. W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik prasowy Kremla. Dmitrij Pieskow stwierdził, że amerykańskie raporty nie zawierają istotnych dowodów na rosyjską ingerencję w procesy polityczne Stanów Zjednoczonych. Z kolei szef komisji finansów Dumy Państwowej Anatolij Aksakow ostrzega, że Stany Zjednoczone mogą objąć sankcjami nie kilkuset, ale kilka tysięcy rosyjskich przedsiębiorców. Jednak- w jego opinii- takie działanie nie odstraszy biznesmenów od kontaktów z Kremlem, ale zjednoczy ich wokół władz Rosji. Natomiast szef senackiej komisji ds. ochrony suwerenności Andriej Klimow zasugerował, aby Rosjanie nie zwracali uwagi na amerykańskie sankcje, ponieważ są one elementem wewnętrznych rozgrywek elit politycznych Stanów Zjednoczonych. Tymczasem amerykański departament skarbu już kilka tygodni temu opublikował listę zawierającą 210 nazwisk rosyjskich polityków i biznesmenów, którzy związani są z Władimirem Putinem. Z kolei w ubiegłym tygodniu wielka ława przysięgłych postawiła w stan oskarżenia 13 obywateli Rosji, którzy są podejrzewani o podejmowanie działań mających na celu wpływanie na procesy polityczne w USA. 

Dodaj komentarz

Powrót