"Do Rzeczy": Donald Tusk oddał Rosjanom śledztwo dot. katastrofy smoleńskie

23 Października 2017

Jak informuje tygodnik "Do Rzeczy", kancelaria premiera Donalda Tuska zamówiła analizę, z której wynikało, że w sprawie katastrofy smoleńskiej nie trzeba było stosować prawa, które oddało śledztwo w ręce Rosjan. Tygodnik dotarł do nowych dokumentów w tej sprawie. Gazeta dotarła do pisma z 19 września 2011 r., skierowanego przez byłego szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego do warszawskiej prokuratury okręgowej. Urzędnik informuje w nim, że KPRM nie posiada informacji, z jakich uregulowań wynikała decyzja federacji Rosyjskiej o wdrożeniu śledztwa w sprawie katastrofy samolotu Tu-154m. W piśmie czytamy również, że KPRM nie posiada opinii prawnych dotyczących ustalenia, w oparciu o jakie procedury powinny być badane okoliczności katastrofy smoleńskiej. Zdaniem gazety, ówcześnie rządzący zaczęli zlecać analizy dopiero wiele tygodni po tragedii, kiedy już w rzeczywistości cały materiał dowodowy został przejęty i zabezpieczony przez stronę rosyjską. Jak ustalił tygodnik, przygotowanie takiego opracowania zostało powierzone m.in. Kancelarii Prawnej K&L Gates, zaliczanej do jednej z 20 największych globalnych korporacji prawniczych. Pismo, do którego dotarła gazeta, stanowi obecnie część materiału dowodowego w śledztwie w sprawie „zdrady dyplomatycznej”, które toczy się obok głównego postępowania dotyczącego przyczyn katastrofy smoleńskiej. Informację potwierdziła "Do Rzeczy' rzeczniczka Prokuratury Krajowej, prok. Ewa Bialik. Według autorów tej opinii prawnej, konwencja chicagowska (która ostatecznie została wykorzystana jako podstawa powierzenia śledztwa Rosjanom0 ma zastosowanie wyłącznie do cywilnych statków powietrznych, a "w żadnym przypadku do statków powietrznych państwowych i wojskowych". "Do Rzeczy" informuje, że według autorów opracowania analiza kryteriów uznanych za relewantne w kontekście wykładni art. 3 Konwencji prowadzi do wniosku, że w omawianym przypadku "występuje duże natężenie elementów wskazujących na kwalifikację Tu-154M jako statku powietrznego państwowego". „Należy w szczególności wskazać, że według dostępnych publicznie informacji samolot Tu-154M pozostawał do dyspozycji jednostki sił zbrojnych, był wpisany do rejestru samolotów wojskowych MON i traktowany był na gruncie prawa krajowego jako +statek powietrzny państwowy+, nosił stosowne oznaczenia samolotu wojskowego, zaś dowództwo nad nim sprawowała osoba wchodząca w skład personelu sił zbrojnych(…) - brzmi fragment dokumentu, do którego dotarli dziennikarze "Do Rzeczy".

Dodaj komentarz

Powrót